Zapach bzu i agrestu… i inne perfumy z książek, o których nie da się zapomnieć

perfumy z książek

Świat literatury jest po brzegi wypełniony zapachami. Pisarz, który wiedzie czytelnika przez zaułki własnej wyobraźni, rozkładając przed jego oczami mapę świata przedstawionego (niczym magik wyciągający z kieszeni kolorowe szarfy, trefne złote monety i białe króliki) dysponuje bowiem wprawdzie dość szerokim arsenałem narzędzi, jednak oddziałując wyłącznie na zmysł wzroku nie jest w stanie kontrolować fantazji odbiorcy. Nawet, jeśli wiele miejsca poświęci opisom krajobrazu i fizjonomii poszczególnych bohaterów, nie ma pewności, jakie wizje wykreuje w głowach „turystów”, których zabiera w fantazmatyczne podróże. Najdobitniej przekonujemy się o tym, kiedy nasza ukochana powieść zostaje zekranizowana, a jej filmowa wersja przynosi rozczarowanie. Przecież „nie tak wyobrażaliśmy sobie” tego bohatera, jego przyjaciół, dom, oręż, a nawet całą magiczną krainę, pieczołowicie wszak opisaną w kilku przepastnych tomach!

 

Gdy powiedzenie „z nosem w książce” zyskuje nowy wymiar

perfumy z książek
www.pixabay.com

Z zapachami rzecz ma się nieco inaczej. Nawet jeśli każdy z nas przypisuje konkretnym aromatom własny kontekst, istnieją wonie, które w zbiorowej świadomości budzą jednoznaczne skojarzenia. Zapach piekącego się chleba albo ciasta z wanilią wiele osób powiąże z ciepłem domowego ogniska. Metaliczno-słodkawą woń krwi – z miejscem zbrodni. Nuty świeżo skoszonej trawy, maciejki i czeremchy – z wiejską sielanką. Zapach igliwia, goździków i pomarańczy – ze Świętami Bożego Narodzenia i tak dalej. Budując sensoryczną literacką geografię (i łącząc ją na przykład z krajobrazem dźwiękowym), autor może zatem łatwiej poprowadzić czytelnika w pożądanym kierunku. Jeśli odwoła się do powszechnie znanych nut zapachowych, będzie wiedział, jakich skojarzeń spodziewać się u odbiorcy, bo powoła się na wspólne doświadczenie ludzi z danego kręgu kulturowego. Dodatkowo wpłynie na czytelnika mocniej, bo zmysł powonienia, jako najbardziej pierwotny i zwierzęcy, instynktownie łączy się z naszą pamięcią.

Czy wiecie, że fakt, iż czytelnicy kochają zwykle fizyczny zapach książek, zainspirował markę Steidl do odtworzenia nut papieru i farby drukarskiej w perfumach Paper Passion? A może słyszeliście o japońskiej książce kucharskiej wydanej na papierze nasyconym zapachami kilkuset gotowych dań, w której przepisy pociera się nadgarstkiem?

Naturalną przestrzenią zapachu w literaturze jest oczywiście poezja. To w wierszach odnajdziemy najbardziej fascynujące nuty, bo te aż proszą się przecież o liryczne opisanie. Celował w tym choćby Julian Tuwim, dla którego zapach był niemal reprezentacją ukochanej osoby. Pisał na przykład: „Pani pachnie jak tuberozy./ To nastraja i to podnieca./ A ja lubię tuman narkozy./ A najbardziej – gdy jest kobieca” albo: „Mimozami jesień się zaczyna/ Złotawa, krucha i miła./ To ty, to ty jesteś ta dziewczyna”… Za sprawą zapachów zmiany emocji wspaniale oddawała Halina Poświatowska: „w kwiatkach czeremchy/ odurzony zapachem/ mój szalony gniew/ osunął się na kolana”, a Baczyński budował mroczne nastroje: „gorzko pachną samotną jesienią/ te wieczory bez Ciebie umarłe”.

Prozaicy wykorzystują rozmaite wonie przede wszystkim do konstruowania tła, po jakim poruszają się bohaterowie. Zapachem spalin kreślą przestrzenie wielkich miast. Aromatem mokrej ściółki, zielska i mchu opisują drogę do lasu. Otwierają przed czytelnikiem drzwi rybackiej chaty, omiatając mu twarz duszącymi nutami morskiej soli, wodorostów, wilgotnego powietrza, butwiejącego drewna czy świeżo złowionej sielawy. Często też przywołują konkretne zapachy dla oddania atmosfery chwili i zbudowania nastroju. Rzadko zdarza się, by pisarz charakteryzował za ich pomocą bohatera. Jeśli już jednak do tego dochodzi, twórca sięga z reguły po nazwę konkretnej, dostępnej na rynku kompozycji. Na balu Wolanda w „Mistrzu i Małgorzacie” tańczące kobiety rozsiewają wokół siebie zapach Mitsouko Guerlain. Lolita Nabokova spryskuje się perfumami Vent Vert od Balmain. Niezrównoważona emocjonalnie Charlotte z serii książek Roberta Galbraighta o Cormoranie Strike’u używa wody Shalimar (znów Guerlain). Główna bohaterka „Opowieści podręcznej” Atwood wspomina, że kiedyś skrapiała się Opium Yves Saint Laurent. Wera z „Rdzy” Jakuba Małeckiego pachnie J’adore Christiana Diora, a w kultowej młodzieżowej sadze Małgorzata Musierowicz sumiennie wymienia nazwy perfum używanych przez każdego z bohaterów (w sumie kilkanaście różnych kompozycji). Nie chodzi tu oczywiście o lokowanie produktu (choć biorąc pod uwagę jak często powraca w powieściach z całego świata banalny Chanel no. 5 można by pomyśleć, że marketingowcy Chanel stawiają na literacki przekaz podprogowy), ale o urealnienie postaci poprzez wpisanie jej w znaną nam, namacalną rzeczywistość. Można za to zakładać, że takie „perfumy z książek” cieszą się wśród czytelników pewnym powodzeniem.

Istnieją jednak pisarze, którzy nie ograniczają się w tym względzie do gotowych rozwiązań, lecz korzystają z własnej węchowej wyobraźni. Jednym z takich twórców jest Andrzej Sapkowski, którego perfumiarska propozycja zawróciła w głowie tysiącom odbiorców, pomimo, że… nawet nie istnieje. A może jednak?

 

Perfumy z książek. W poszukiwaniu zapachu z drugiej strony kartki

Horticultural Belgium

 „Poczuł, że zbliża się do niej na kolanach. W głowie brzęczało dziesięć tysięcy pszczół. Jej dłoń pachniała bzem i agrestem. Bzem i agrestem… Bzem i agrestem…”.

Tak, to właśnie odurzający, słodko-kwaśny, ciepły i cierpki zarazem zapach bzu i agrestu, którego używała uwodzicielska czarodziejka Yennefer, zapadł w pamięć rzeszom czytelników, stając się jednym z symboli wiedźmińskiego świata. W sadze o Geralcie z Rivii pojawiają się wprawdzie i inne perfumiarskie kompozycje zrodzone w głowie Andrzeja Sapkowskiego – czarodziejka Filippa Eilhart pachnie na przykład cynamonem i nardem, a piękna poetka Essi Daven (nazywana Oczkiem) werbeną. Najwyraźniej jednak czytelnicy zgodzili się z Geraltem, który „lubił zapach werbeny, chociaż zapach werbeny nie był zapachem bzu i agrestu” i pozostali myślami przy pierwszym zestawieniu. Naturalną częścią pocieszalnego rytuału po przeczytaniu wszystkich części Wiedźmina, alternatywnego zakończenia w „Coś się kończy, coś się zaczyna”, kontynuacji „Wiedźmin. Sezon burz”, inspirowanych sagą opowiadań z tomu „Szpony i kły”, komiksów, dziwnych postwiedźmińskich tworów w stylu „Wiedźmina z Wielkiego Kijowa” i wyczerpaniu innych możliwości cieszenia się tym światem (gry, seriale, musical, film, karty i tylko sam Bóg wie, co jeszcze) stały się bowiem poszukiwania upragnionego zapachu bzu i agrestu.

Do dziś pamiętam, jak czytałam Wiedźmina po raz pierwszy. Był rok 2002, miałam 15 lat, a połączenie bzu i agrestu utkwiło mi w głowie do tego stopnia, że posiadanie takich perfum stało się jednym z moich młodzieńczych marzeń. Nie wiem, czy to dlatego, że w quizie „Którą postacią z Wiedźmina jesteś?” zawsze wychodziła mi Yennefer, choć wydawało mi się, że za każdym razem zaznaczam inne odpowiedzi ;), czy raczej dlatego, że kocham zapach majowego powietrza, a agrest to mój ulubiony owoc. Podświadomie utożsamiałam się z tym zapachem. W tamtych czasach o zainteresowaniu Wiedźminem twórców perfum i w ogóle szerszej publiczności można było jednak wyłącznie pomarzyć, a jedynym dostępnym na rynku gadżetem były kocie soczewki kontaktowe, które Michał Żebrowski nosił w filmowej adaptacji opowiadań…

Ostatnio, na fali wzmożonego zainteresowania Wiedźminem (drugiej po grach CD Projectu, wywołanej powstaniem netflixowego serialu), postanowiłam wrócić do poszukiwań „zapachu idealnego”, czując, że szanse na sukces rosną. I wreszcie go znalazłam! Nie mam tu jednak na myśli amerykańskich masowych kompozycji, sprzedawanych jako gadżet dołączany do odlewanych medalionów. Chodzi o prawdziwe perfumy, o bogatym, zmysłowym i tajemniczym aromacie, skomponowane przez słowiańską duszę, która doskonale zna mikrokosmos polskich zapachów i pojmuje jego niuanse.

 

Cierpka jak agrest, słodka jak bez

perfumy z książek
Foto: Michał Urbaniak

Takim twórcą okazał się Alan Balewski – pasjonat perfum z przeszło sześcioletnim stażem i człowiek renesansu perfumiarskiego świata. Nie tylko komponuje on autorskie, spersonalizowane perfumy (pod marką ScentPersonality) i wydaje konfekcyjne, limitowane serie, ale działa też jako publicysta (tworzy recenzje i opisy perfum, przygotowuje poradniki), prowadzi szkolenia i warsztaty z tworzenia perfum, aromamarketingu i analizy preferencji zapachowych. Jego interpretacja perfum Yennefer, opatrzona skromną nazwą Bez i Agrest, stała się dla mnie nie tylko urzeczywistnieniem nieuchwytnego marzenia sprzed dekady, ale także czymś w rodzaju powrotu do domu, którego szukało się latami. Odnalezieniem tego, czego istnienie od zawsze się przeczuwało, ale nie można było się o tym przekonać.

 

Balewski tak opowiada o swoim projekcie:

Jako nastolatek z łapczywością pochłaniałem twórczość Andrzeja Sapkowskiego. Wiedźmin, zarówno ten w literackiej, a potem również gamingowej i musicalowej odsłonie, wywarł na mnie duże wrażenie. Moją uwagę zwróciło to, jak zgrabnie autor angażuje różne zmysły czytelnika, w tym węch. Zapach torby Regisa wypełnionej ziołami, ohydny odór Zeugla, aż wreszcie perfumy czarodziejek – każda z nich miała swój własny aromat, z którym była kojarzona (na czele oczywiście z Yennefer i jej ikonicznym bzem i agrestem). Lata później, kiedy już rozwinąłem swój perfumowy warsztat, co jakiś czas wracały do mnie  wspomnienia tamtych opisów. Zacząłem sobie wyobrażać, jak fascynująco musiałby pachnieć świat Wiedźmina! I nie tylko ja, ponieważ co jakiś czas odzywały się do mnie osoby z pytaniem, czy nie skomponowałbym czegoś w stylu perfum Yennefer. W końcu, pod koniec zeszłego roku, zdecydowałem, że muszę wreszcie podjąć ten temat.  Tym razem nie w postaci perfum na indywidualne zamówienie, lecz krótkiej serii kilkudziesięciu flakonów, która spełniłaby oczekiwania miłośników perfum i wiedźmińskiego świata. Projekty takie jak ten dają dużo możliwości, ale też są dla perfumiarza wymagające. Z jednej strony, książki dostarczają przykładów konkretnych zapachów (bez, agrest, mandragora etc.). Jednak każdy z nas będzie w nieco inny sposób je sobie wyobrażał. Czy bez ma pachnieć jak lilak, czy może czarny bez? Czy ma to być aromat jego owoców czy może kwiatów? Komponując perfumy musiałem mieć na uwadze, by oddać zapach w taki sposób, aby pokrywał się on choć w części z wyobrażeniem większego grona odbiorców, godząc je jednocześnie z moim wyobrażeniem, z którego nie miałem zamiaru rezygnować. Tworząc Bez i Agrest myślałem sobie, czym chciałaby pachnieć Yennefer? Na pewno jest elegancka, więc by to oddać w zapachu użyłem akordu białego wina oraz białego piżma. Czasami jednak zachowywała się dziewczęco i zadziornie. Pomieszałem więc zapach kwiatów z owocami bzu, aby było bardziej kwaśno i dynamicznie. Do tego subtelne akcenty z fiołka, który symbolizuje fiołkowe oczy czarodziejki. Najdłużej głowiłem się czy oddać zapach bzu, czy lilaka. Ten drugi często utożsamiany jest z bzem, ale pachnie zupełnie inaczej (i częściej jest spotykany w perfumach). Stwierdziłem jednak, że skoro autor książki jest Polakiem, zapewne bliższy jest mu aromat czarnego bzu (często czuć go latem na polskich ulicach) i być może to właśnie te nuty miał na myśli, opisując perfumy Yennefer. W ten sposób też udało mi się przemycić motyw czerni i bieli (czarny bez, białe piżmo). 

Dla mnie Bez i Agrest łączy w sobie pociągające przeciwieństwa. Jest jednocześnie szykowny i figlarny, elegancki i sielski. Uwodzi lekko słodkim aromatem, przywodzącym na myśl nagrzane od słońca, kwitnące gałązki bzu, przeplecione kobiecą ręką z pękiem fiołków i ustawione na toaletce w buduarze. Aromat ten przełamują niepokojące, kwaśne nuty. Noszony na skórze, po pewnym czasie rozwija się więc, przenosząc nas jakby w czasie – ze środka kwitnącego maja wprost w popołudnie późnego lata. Pachnie wówczas cierpkim sokiem owoców bzu, tłoczonym i przelewanym do słojów ustawianych w ciemnej sieni starego domu, tuż obok koszy świeżo zerwanego agrestu. W moim odczuciu zapach ten jest niczym lekko zatarte, piękne i tajemnicze wspomnienie bezpowrotnie minionego lata.

 

perfumy z książek
Foto: Michał Urbaniak

 

A oto oryginalne nuty Bzu i Agrestu:

Głowa: agrest, białe wino, fiołek

Serce: owoce i kwiaty czarnego bzu

Baza: styraks, piżmo

 

Ale to jeszcze nie koniec wiedźmińskich opowieści, które Balewski zamknął w swoich flakonach…

 

Zapach torby Regisa i wiedźmińskich eliksirów

perfumy z książek
Foto: Michał Urbaniak

W „Chrzcie ognia” dochodzi do spotkania Geralta i jego przyjaciół z Regisem – wampirem, który początkowo przedstawia się jako cyrulik i rzeczywiście trudni się zbieraniem ziół. Zanim jeszcze bohaterowie dostrzegają Regisa, wyczuwają jednak jego charakterystyczny ziołowo-korzenny zapach, w którym rozróżniają m.in.: piołun, szałwię, bazylię, anyżek i cynamon, a który dopełniają także później alrauna (mandragora) i belladonna (wilcza jagoda). To spotkanie najlepiej oddaje moim zdaniem drugą kompozycję, stworzoną przez Balewskiego pod wpływem inspiracji wiedźmińskim uniwersum. Nosi ona nazwę Próba Traw i nawiązuje zarówno do samego „rytuału przejścia” (w wyniku którego człowiek zmienia się w wiedźmina) oraz sekretnych wiedźmińskich eliksirów, jak i do życia na szlaku, a co za tym idzie, poniekąd właśnie zielarskich zbiorów Regisa, uzupełnianych na łąkach, w jaskiniach i lasach, czyli wszędzie tam, gdzie bywał i Geralt.

Balewski opowiada o tej koncepcji następująco: Próba Traw z racji tematu, mocno odbiega od estetyki perfum, które kojarzą nam się z czymś sympatycznym i miłym dla nosa. Wiedźmińskie rzemiosło i żywot kojarzy się z mrokiem i koniecznością ubrudzenia sobie rąk. Tutaj więc dodatkowo musiałem wyważyć zapach tak, by w estetyczny sposób zobrazować coś, co nie kojarzy się miło i przyjemnie. Zioła są ostre i nieco gorzkie, ale obleczone w intrygujący aromat szorstkiej skóry.

I rzeczywiście, perfumy te doskonale oddają bardziej mroczną, „męską” stronę wiedźmińskiego świata. W moim odbiorze, mieszają się w nich nuty wilgotnej ziemi osadzonej na skórzanym kubraku z metalowymi ćwiekami, woń cienistej krypty, zapachy kadzidła i mchu oraz surowa nuta jałowca i ostry, „apteczny” aromat gorzkich korzeni. Ten ostatni w równej mierze przywodzi na myśl świątynną zielarnię zakonu Melitele, jak i lnianą sakiewkę wypełnioną lekko podsuszonym zielem. Kompozycja zdaje się przyspieszać krążenie krwi i budzi trudną do wyjaśnienia ekscytację, która sprawia, że ma się ochotę wyruszyć na samotną wędrówkę po dzikich ostępach.

 

perfumy wiedźmin
Foto: Michał Urbaniak

 

A oto oryginalne nuty Próby Traw:

Głowa: wiechlina, przestęp, jałowiec

Serce: wetyweria, skorocel

Baza: mech, korzeń mandragory, skóra

 

Jak zdradza Balewski, sam proces komponowania perfum zajął mu 3 miesiące. Do tego doszedł długi czas dojrzewania aromatów, konieczny do uzyskania pożądanych profilów zapachowych. Gotowe flakoniki i zestawy próbek rozeszły się za to w dwa dni. I to – jak sądzę – wyłącznie dlatego, że twórca poinformował o swoim projekcie tylko środowisko miłośników perfum, w którym obraca się na co dzień. Ale popyt nie został zaspokojony. Do autora nieustannie spływają nowe zamówienia i prośby o możliwość zanurzenia się w zapachach z wiedźmińskiego świata. W kontakcie pozostają też osoby, którym udało się załapać na limitowane perfumy i myślą już o kolejnej buteleczce. Nic dziwnego, że twórca zdecydował się powtórzyć serię. By jednak zachować unikalność każdej partii, już teraz zapowiada, że delikatnie zmieni obie kompozycje, modyfikując ich poboczne nuty.

Warto dodać, że w opracowaniu ma tym razem jeszcze trzeci zapach, choć na razie nie zdradza, co będzie jego przewodnim motywem. 30 flakoników każdej z trzech kompozycji trafi do sprzedaży na przełomie września i października. Jeśli jesteście ciekawi tych zapachów albo chcielibyście po prostu dowiedzieć się czegoś więcej o wyjątkowych projektach Alana Balewskiego, zajrzyjcie na https://theeleganceof.pl/.

Ja nie mogę się już doczekać, by znów skropić się perfumami Yennefer, które budzą we mnie nieodgadnioną siłę!

A jakie perfumy z książek to Wy nosicie w swojej głowie albo na skórze?

 

perfumy z książek
Foto: Michał Urbaniak

Podziękowanie

Serdecznie dziękuję Alanowi Balewskiemu za wprowadzenie mnie w inspirujący świat wiedźmińskich zapachów w jego interpretacji oraz możliwość bliższego przyjrzenia się temu fascynującemu projektowi. Dziękuję również Michałowi Urbaniakowi za udostępnienie mi pięknych zdjęć kolekcji perfum w oryginalnych flakonach.

 


W niniejszym tekście odwoływałam się do:

Opowiadań: „Ostatnie życzenie” (perfumy Yennefer) i „Trochę poświęcenia” (perfumy Essi) oraz tomów „Czas pogardy” (perfumy Filippy Eilhart) i „Chrzest ognia” (zioła z torby Regisa) sagi o wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego

a także do wierszy:

Juliana Tuwima („Sen złotowłosej dziewczynki”, „Wspomnienie”), Krzysztofa Kamila Baczyńskiego („Nokturn”) i incipitu Haliny Poświatowskiej („w kwiatkach czeremchy…”)

oraz do „Pieśni Priscilli” z gry „Wiedźmin. Dziki Gon”.

9 Comments

  1. Estera

    Wow! Wykonałaś świetną pracę! Sam pomysł na tekst – rewelacyjny! A jeśli chodzi o zanurzenie się w świat zapachów z Wiedźmina i cała koncepcja linii perfum inspirowanych sagą to niesamowity i oryginalny pomysł. Albo ta książka, z potrawami, które można poczuć na nadgarstku…no, jestem pod wrażeniem 😉

    1. Agnieszka

      Ojej! Dziękuję Ci za tak miłe słowa i docenienie pracy, bo i faktycznie chwilę musiałam pochylać się nad tym projektem. A jednak zapachy i perfumy z książek to temat, który tak mnie zafascynował, że wart był nieco większego niż standardowy wysiłku. I mogłabym pisać o nim dalej, tylko nie chciałam zamęczać już czytelnika swoimi wynurzeniami :).

      Cieplutko pozdrawiam i dzięki za lekturę!

  2. Basia

    Niezwykle ciekawy tekst, który przeczytałam z wielką przyjemnością i zainteresowaniem. Wszystko w nim pachnie i urzeka. Domem, literaturą, łąką, wolnością. Gratuluję pomysłu na wypowiedź intertekstualną, przypominającą o bogactwie ludzkich zmysłów i wadze tychże w naszym przeżywaniu życia. Perfumy opisane przez Ciebie, inspirowane literaturą, zaintrygowały mnie bardzo- może uda mi się je nabyć, by doznać tego, co obiecuje powyższa wypowiedź. Jestem pod dużym wrażeniem umiejętności opowiadania o zapachach, co nie jest łatwą sztuką.Doceniam też swobodę w przywoływaniu różnych tekstów literackich, w których zapach naprawdę znaczył wiele.

    1. Agnieszka

      Basiu, bardzo dziękuję za serdeczny, długi komentarz :)! Cieszę się, że tekst pobudza różne struny i znajduje odbiorców, którzy czują podobnie jak ja i potrafią utożsamić moje obserwacje z własnymi. O perfumy trzeba pytać twórcę, zaglądając na adres jego strony, który podałam we wpisie :). Dziękuję za odwiedziny i zapraszam do lektury kolejnych moich tekstów!

  3. Anna

    Jestem pod wrażeniem ilości informacji o zapachach w literaturze w tym artykule. Masz niesamowitą wiedzę i pamięć do szczegółów! Właściwie to nic dziwnego, skoro lubisz czytać dokładnie, z wielką uwagą dla każdego słowa.
    Po tej lekturze mam ochotę na jakąś aromaterapię. Najlepiej coś rześkiego w dzień tak upalny jak dziś. Myślę, że agrest by pasował 🙂

    1. Agnieszka

      Dziękuję, Aniu <3 Tyle miłych słów!!! Starałam się, żeby nie przynudzać ;). Rzeczywiście, lubię wyłapywać w książkach różne "smakowitości" - zapachy, obrazy, wyrwane z kontekstu myśli... :). Zdecydowanie polecam agrest do aromaterapii, połączenie soli morskiej i bursztynu albo mój ulubiony olejek grejpfrutowy do kominka - pachnie świeżo i poprawia nastrój 🙂

  4. Ambra

    Perfumy literackich postaci, a zwłaszcza Yennefer z Wiedźmina, to coś o czym myślałam wiele razy, czytając książki już od nastoletnich lat! Świetny temat i bardzo ciekawy tekst. Fascynujące są te opisane przez Ciebie zapachy z książek! Chętnie powąchałabym Bez i agrest albo Próbę traw. Może kiedyś napiszesz też o perfumach pisarzy i pisarek? Jeśli ten temat da się w ogóle zgłębić :).

  5. Kamila

    Gdzie można zakupić te perfumy i ile one kosztują?

    1. Agnieszka

      Dzień dobry,

      niech Pani pisze śmiało do Alana Balewskiego – na Facebooku The Elegance of Scent lub na Instagramie @scent_personality :). Będzie mi miło, jeśli powoła się Pani na mnie/na mój artykuł :). Ta partia jest już wykupiona, ale jestem przekonana, że autor przygotowuje kolejną, bo wciąż cieszą się one dużym zainteresowaniem. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *