Dobre książki do kawy. Wartościowe lektury, które możesz poczytać w wolny kwadrans zamiast scrollować Internet

książki do kawy

Kiedyś wydawało mi się, że czytanie książki to rodzaj rytuału, który zawsze musi mieć swoje miejsce i czas. Przygotowywałam się do niego z namaszczeniem, uważnie budując atmosferę. Zapalałam świece, włączałam niepokojącą muzykę albo nagrania z dźwiękami deszczu tłukącego o szyby, parzyłam rozkwitające herbaty w olbrzymich filiżankach, otaczałam się przedmiotami wyjętymi jakby wprost ze świata przedstawionego. Dla lepszego wczucia się w rzeczywistość „z drugiej strony kartki” potrafiłam wspiąć się z książką na drzewo, usiąść w ruinach opuszczonego budynku albo położyć się na zbutwiałym drewnianym mostku nad jeziorem… Teraz, kiedy nieodwracalnie dopadła mnie dorosłość i czas skurczył do rozmiarów, które bardziej pasowałyby do świata z miniaturowej szklanej kuli z wirującym w środku brokatem, na czytanie wykorzystuję każdą wolną chwilę. Tak po prostu otwieram książkę i wybieram sobie wiersz. Grilluję łososia na obiad i słucham audiobooka. Mijam kolejne przystanki w tramwaju, wodząc wzrokiem po ekranie czytnika. Jako rasowej kofeinistce z długą historią uzależnienia, najlepiej czyta mi się jednak oczywiście z kubkiem ulubionego latte w ręku. Książki do kawy – brzmi banalnie? Cóż, przed Jarmuschem wszystkim wydawało się, że kawa i papierosy to równie banalny duet. A jednak… Spróbujcie i przepadnijcie na zawsze! Przygotowałam dziesięć książkowych propozycji, przy których kawowy stolik nie tylko przestanie być dziwnym wymysłem z nowobogackich katalogów wnętrz, ale okaże się najbardziej nieodzownym meblem w całym mieszkaniu! 

 

Dobre książki do kawy smakują lepiej niż papierosy u Jarmuscha!

książki do kawy
Fot. mój Mąż

 

1. Maria Hesse, Fran Ruiz „Bowie. Biografia”

Graficzne biografie Marii Hesse są wprost stworzone do tego, by czytać je przy filiżance dobrej kawy, wolno i ze smakiem chłonąc każdy fragment opowieści porozbijanej na kilkadziesiąt kolorowych szkiełek. Ja polecam Wam tę poświęconą Bowiemu – wybitnemu muzykowi, ale i żywej tajemnicy, artyście-zagadce. Jego wypełniona skandalami i niedopowiedzeniami biografia oraz kolejne autokreacje sprawiające wrażenie, że gdzieś na strychu trzymał swoje klony albo żył kilkoma życiami jednocześnie, okazały się idealną kanwą tej historii. Fakty i przemyślenia samego piosenkarza mieszają się tu z fantasmagorycznymi wytworami jego wyobraźni. Kosmiczne anegdoty o tym jak sfrunął na Ziemię wraz ze spadającą gwiazdą, a piętnaście lat później wpadł mu do oka meteoryt – z opowieściami o spotkaniach z wyrzutkami z piosenek Velvet Underground, Andym Warcholem (który ponoć zwrócił uwagę tylko na ekscentryczne buty Bowiego) czy dzikim Iggy Popem. A wszystkie te metaforyczne strofy uzupełniają piękne grafiki Hesse. Aż chciałoby się, by ta historia nigdy się nie skończyła!

 

2. Anne Sexton „Kochając zabójcę”

Krótkie (a niekiedy i najprzyjemniejsze z całego dnia) chwile przy kawie zasługują na to, by uświetnić je odrobiną dobrej poezji. Najlepiej takiej, która nie oderwie nas zbyt daleko od rzeczywistości – w końcu nasza ucieczka ma trwać ledwie kwadrans! Polecam Wam więc wiersze jednej z moich ulubionych poetek, Anne Sexton. Autorka ta, zaliczana do twórców nurtu poezji konfesyjnej, z opisywania codzienności uczyniła swój największy atut. Przepuszczona przez jej wewnętrzne, przydymione depresją lecz wciąż fantazyjnie uformowane szkiełko, staje się ona częścią delirycznej i jakby niedopowiedzianej baśni. Bohaterka liryczna tych wierszy opowie Wam o ręce zamkniętej w blaszanej puszce. O swoich siostrach, których łzy przypominają płynącą z oczu lemoniadę. O kontaktach w ścianach pokoju, przywodzących na myśl gniazda pszczół. O karmieniu świata za oknem i wybuchających na drzewach ptakach. O swoich psie pełnym ducha jej dawnego psa, podkurczającym jego chorą niegdyś łapę. W prostocie frazy Sexton, idącej w parze z bystrością obserwacji i umiejętnością malarskiego odwzorowywania otaczających ją obrazów, zakochacie się „od pierwszego czytania”. Niech przekona Was ten fragment tytułowego liryka wybornej książki do kawy (i nie tylko) „Kochając zabójcę”:

 

To dzisiaj przysłali do domu

nasze lato spakowane w dwie paki

i dziś wieczorem jest Wigilia Wszystkich Świętych

i dzisiaj mówisz mi, że dębowe liście

za oknem naszego biura przetrwają

zimę Nowej Anglii

Ale przecież miłość jest tam,

gdzie trwało nasze lato.

 

Fot. Grażyna Frąckowiak

 

3. Justyna Bargielska, Iwona Chmielewska „Obie”

książki do kawy

Możesz nie mieć czasu, by każdą magdalenkę zjadaną do filiżanki kawy okraszać grubą warstwą słów i wspomnień rodem z przepełnionej skojarzeniami głowy Marcela Prousta, ale umówmy się – jeden wiersz na pewno zdążysz przeczytać! Zwłaszcza tak poruszający, do głębi prawdziwy i połączony z hipnotyzująco-niepokojącą grafiką Iwony Chmielewskiej. Wędrując wzrokiem po kolejnych stronach przez las, lustrzane odbicia i mapy złożone z linii papilarnych, w jednej chwili pojmiesz całą istotę macierzyństwa. Dowiesz się, dlaczego matce tak bardzo zależy, by córka pisała malarz przez „rz” i myła ręce przed jedzeniem. obie. A co najlepsze, będziesz do niego nieustannie wracać. Oto absolutnie najpiękniejszy cytat z tego utworu:

„Do dzisiaj moje serce pękło tysiąc razy, to nic, tak to w życiu jest. Ale raz moje serce zostało złamane, jak to mówią lekarze, z przemieszczeniem. Gdy urodziłam ciebie, wzięłaś sobie kawałek mojego serca i teraz z nim łazisz, nawet nie wiem gdzie. (…) Kiedy zobaczyłam się w oku dzika i moje serce zaczęło pękać, myślałam, że wystarczy wejść pod stół albo do szafy. Zamknąć się w pokoju, nie jeździć na rowerze nad rzekę. To nieprawda. Serce może pęknąć nawet we śnie.”

 

4. Marilyn Monroe „Fragmenty. Wiersze, zapiski intymne, listy”

książki do kawy

Marilyn Monroe zapisała się w świadomości wielu ludzi jako ikona piękna, słodka aktorka i zabawna kokietka. Maskotka tłumów i zabawka w rękach kolejnych mężczyzn, delikatnie otumaniona tabletkami łykanymi na wszystko, o każdej porze. Opublikowane przed kilkoma laty przez Wydawnictwo Literackie „Fragmenty” rzucają jednak na tę postać zupełnie nowe światło. Pozwalają odkryć ją jako niezwykle wrażliwą, świadomą, oczytaną i utalentowaną literacko kobietę, przytłoczoną ciężarem trudnej do opisania samotności i niezdrowego perfekcjonizmu. Krótkie zapiski z objaśnieniami, dopowiedzeniami oraz bogatą warstwą ilustracyjną (zawierającą skany z jej notatników i listów oraz liczne zdjęcia aktorki i jej codziennego otoczenia) będą doskonałym dopełnieniem kawowych kwadransów. Pozwolą Wam z jednej strony zachwycić się szkicami wierszy i przemyśleniami Monroe, a z drugiej przekonać się, że jej życie wypełniały – tak jak nasze – w równej mierze bardzo przyziemne sprawy, o czym świadczą wynotowane ręcznie przepisy na faszerowanego kurczaka czy listy zakupów…

Wybrałam dla Was dwa fragmenty wierszy, które wyjątkowo mnie urzekły:

 

opuściłam swój dom z surowego zielonego drewna

niebieską kanapę z aksamitu o której jeszcze teraz śnię

lśniący ciemny krzew zaraz na lewo od drzwi

W dole alei stuku-puku jakby to moja lalka

w wózku podskakiwała na wybojach – „Wyjedziemy daleko stąd”.

 

 

Cisza jest samotna

oprócz grzmiących pomruków rzeczy nieznanych

odległego dudnienia wyraźnie obecnych bębnów

i oprócz przenikliwych wrzasków oraz szeptu rzeczy

ostrych dźwięków nagle ściszonych do jęku

(…)

Samotności – bądź cicho

Musisz cierpieć po utracie swojego ciemnego złota

 

Dobre książki do kawy

Fot: Grażyna Frąckowiak

 

5. Stanisław Lem, Sławomir Mrożek „Listy 1956-1978”

Dwie niebywale charyzmatyczne osobowości popisujące się przed sobą nawzajem słowną ekwilibrystyką i potrafiące obrócić w żart absolutnie każdą codzienną sytuację… Takiej korespondencji nie można było tak po prostu schować do archiwum! Wydawnicze cacuszko kryje w sobie kapitalne opisy interakcji autorów z barwną rzeczywistością lat 50. 60. i 70., ich sarkastyczne względem niej uwagi, zabawy językowe (począwszy od zwrotów do adresata w stylu „Mrogi Drożku”, a skończywszy na podpisach w rodzaju „Stanisław przez miejscowych zwany Starcem z gór”) i metafizyczne lęki. Jako zbiór prawdziwych listów nie posiada fabuły, a więc jest idealny do czytania właśnie „z doskoku”. Szczególnie, że ciężar intelektualny wymiany myśli pomiędzy dwiema tęgimi literackimi głowami potrafi niekiedy przytłoczyć czytelnika. Lepiej więc częstować się nią powoli i delektować niczym dobrym, długo dojrzewającym winem. Na zachętę, serwuję Wam kilka smakowitych cytatów:

„Żyjemy, żyjemy, a końca nie widać.” (S. Mrożek)

„Zawsze sobie myślałem, że gdyby kto naprawdę wierzył (…), że umrze, nie byłoby wojen, bo kto by wtedy był taki głupi. Przecież każdy, ale to każdy rusza na wojnę, rusza z najtajniejszym przekonaniem, że wróci cały (…). Co tam wojen, nie byłoby w ogóle życia. Przecież statystycznie wiadomo, że rocznie musi umrzeć na szosach, powiedzmy, dziesięć tysięcy ludzi. A jednak nikt się tym nie przejmuje, tylko wsiada i jedzie. Tylko dlatego że według każdego z nas musi umrzeć jakieś dziesięć tysięcy, ale oczywiście nikt z nas konkretnie, osobiście. Dwa razy miałem sekundy, kiedy nie wiedziałem, jak to się skończy, kiedy miałem wypadek samochodowy i kiedy leżałem w łazience zatruty gazem. Za każdym razem, pamiętam, przeważało przede wszystkim ogromne zdziwienie”. (S. Mrożek)

„Marzenia mają dwie złe strony, że się nie spełniają albo się spełniają, tylko okazuje się wtedy, że szło o coś całkiem innego.” (S. Lem)

„W sprawie Iredyńskiego miałem takie wieści: na balu sylwestrowym spotkałem mojego przyjaciela, jednego z młodych poetów, ale prosto z ludu. (…) Miał prawą rączkę obrzękłą i czerwoną, więc zapytałem, co się stało. „Przypierdoliłem Iredyńskiemu” – powiedział łagodnie. – „Dla jego dobra” – dodał smutnie.” (S. Lem)

Czy nie takich pysznych fragmentów oczekujemy od książki do kawy?

 

6. Iwona Chmielewska „Dwoje ludzi”

książki do kawy

To już druga książka Iwony Chmielewskiej, którą tu polecam, ale te małe graficzne arcydzieła są wprost stworzone do chwili refleksji przy kawowym stoliku! Zachwycają grafiką i uwodzą trafnymi spostrzeżeniami uchwyconymi w bardzo oszczędnej formie. „Dwoje ludzi” bazuje na prostych, acz celnych słownych grach, porównaniach i paradoksach, przez które przebija słodko-gorzka prawda na temat krążenia dwojga bliskich sobie osób po połączonych orbitach. Opowieść zaczyna się słowami:

„Gdy dwoje ludzi żyje razem, to jest im łatwiej, bo są razem i jest im trudniej, bo są razem”

Kolejne stronice prowadzą odbiorcę przez morze wzruszeń, a przecież całość to zaledwie kilka zdań! Z tego powodu lektura lepiej sprawdzi się na spokojne popołudnia, aniżeli na czas pospiesznych poranków, których nie chcemy rozpoczynać od wspomnień i prywatnych nostalgii.

 

7. Janusz Głowacki „Z głowy”

Trudno o lepsze książki do kawy niż zbiory krótkich biograficznych opowieści i dygresji spisanych przez mistrza anegdoty, jakim niewątpliwie był Janusz Głowacki. Luźno splecione epizody, opowiadane jakby na gorąco, „z głowy” właśnie, pełne rozterek związanych z tożsamościową autoidentyfikacją i cynicznych refleksji emigranta z Europy Wschodniej w kapitalistycznym Nowym Jorku, bawią, złoszczą i zadziwiają barwnością okoliczności, które przecież naprawdę towarzyszyły przemyśleniom autora i je prowokowały. Znajdziecie tu kapitalne zapiski oddające frustracje narratora w sposób lekki i zabawny, by zacytować powtarzane sobie przez Głowackiego „przykazania dla świeżego emigranta”:

  • „W żadnym wypadku nie pozwalaj sobie na szczerość wobec bogatszych od siebie. Jeżeli będą ci pokazywać swoje ohydne żony, domy, filmy albo książki, chwal. Nie stać cię na wrogów.”
  • „Jeżeli ktoś cię obrazi – uśmiechaj się – zemścisz się później.”

Znajdziecie karykaturalnie ukazane relacje z rodzicami pisarza, kreślone z perspektywy wspomnień dziecka:

„Matka kochała literaturę tak, jak się ją kiedyś kochało. (…) Kiedy miałem dziesięć lat i zachorowałem na zapalenie płuc, siadała przy łóżku i czytała mi W poszukiwaniu straconego czasu, a ponieważ zasypiałem, uznała mnie za idiotę i zaczęła namawiać, żebym został sprawozdawcą sportowym.”

Znajdziecie wreszcie fenomenalnie streszczone akty wzajemnego pozowania i stroszenia piórek dokonywane przez Głowackiego i jego polskich przyjaciół z artystycznego światka:

„W tym czasie miałem pełno telefonów. Dzwonili głównie polscy artyści z Nowego Jorku (…) i opowiadali mi o swoich sukcesach, a ja opowiadałem im o swoich. Że mają wyjątkowe szczęście, że mnie akurat zastali, bo ja się po całych dniach spotykam z agentami literackimi i producentami. Że w świetnym teatrze chcą mi wystawić Kopciucha. A oni opowiadali o przygotowywanej wystawie w Museum of Modern Art. I że ktoś chce kupić ich obrazy (…). Rzecz jasna nie wierzyliśmy sobie ani przez chwilę, ale jakoś to nas na duchu podnosiło. Bo nie jest łatwo się przyznać do klęski i do tego, że nikt nas nie chce.”

Smaczki, biograficzne błyskotki i wersy pełne barw – a to wszystko wyjęte z jednej tylko głowy, z jednego życia, które wystarczyłoby na obdzielenie całej rzeszy ludzi!

 

książki do kawy
Fot. Grażyna Frąckowiak; w tle widoczny jest obraz gorzowskiego artysty, Bogusława Jagiełły

8. Etgar Keret „Siedem dobrych lat”

książki do kawy

W zamierzchłych czasach piciu wytrawnych trunków na królewskich dworach i spożywaniu mniej wyrafinowanych napojów procentowych w przydrożnych gospodach towarzyszyło przygrywanie bardów. Celtyccy poeci zawsze mieli w zanadrzu parę opowieści, zgrabnie mieszających fikcję z faktami. Na współczesną inkarnację tych lirycznych mistrzów anegdoty mianowałabym m.in. Etgara Kereta. Jego krótkie opowiadania pomieszczone choćby w zbiorku „Siedem dobrych lat” uświetnią kawowe popołudnie w sposób porównywalny do słuchania przyjaciela, który uwielbia podkolorowywać swoje historie, a ironię opanował w stopniu doskonałym. Czarująca, lekka i zabawna książeczka Kereta urzekła mnie szczególnie opowieścią o dorocznych targach książki, podczas których pisarz zrozumiał, jak jałowe i miałkie są siłą rzeczy dedykacje zapisywane w tomach skądinąd obcych autorowi ludzi.

Spostrzeżenie to zachęciło go do wprowadzenia w tym zakresie pewnej innowacji. Pomysł opierał się na nawiązywaniu w tych pozdrowieniach do zmyślonych wydarzeń, które rzekomo miały być udziałem pisarza i jego czytelnika. Po początkowo nieśmiałych próbach, Keret wypisywał już na pierwszych stronach kupowanych od niego książek absurdalne, fałszywe dedykacje w rodzaju: „Daniemu, który uratował mi życie – gdyby tego krwawienia nie zatamował, nie byłoby ani mnie, ani tej książki” albo „Nikiemu – Twoja matka dzwoniła, trzasnąłem jej słuchawką, żebyś nie śmiał mi się tu więcej pokazywać!” Łatwo się domyślić, że te niewinne imaginacje znudzonego podpisywaniem książek literata sprowokowały w końcu łańcuszek nieporozumień, których szybko zdąży pożałować…

 

9. Marcin Wicha „Jak przestałem kochać design”

książki do kawy

Wybierając dobre książki do kawy, odruchowo sięgam zawsze po finezyjną i pasjonującą książkę Wichy, która niczym kalejdoskop pełen fontów, powyginanych w różnych kierunkach graficznych kresek i kolorów z palety Cmyka w każdym rozdzialiku składa dla nas inne obrazy wyjęte z pamięci grafika i ukazuje odmienne oblicza projektowania. Opowieści te są pełne zarówno groteskowych szczegółów na temat nękających grafików klientów (dzwoniących z uwagami w rodzaju: „słoneczko w zamówionym logo ma zbyt szyderczy uśmiech”) czy geekowskich trolli wykłócających się na forach sklepów o opakowanie wyciskacza do pomarańczy, jak i prywatnych wspomnień i nostalgii. Krótka, lekka forma, niezwykłe oko autora do szczególików i cymesów oraz zdolność do opowiadania o świecie ludzi poprzez świat otaczających ich przedmiotów, czynią tę lekturę idealnym zwieńczeniem kwadransa przy espresso, serwowanym w tym przypadku koniecznie w pięknie zaprojektowanej filiżance!

 

10. Nikola Tesla „Moje życie i wynalazki”

Wszyscy słyszeliśmy o genialnych wynalazkach Nikoli Tesli, które nigdy nie zostały dopuszczone do powszechnego użytku oraz niesprawiedliwościach, jakie dotknęły tego wybitnego naukowca. Większość z nas słyszała jednak „piąte przez dziesiąte”, a przynajmniej tyle potrafi dziś na ten temat powiedzieć. Warto naprawić to niedopatrzenie, zanurzając się w porywających notatkach Tesli ułożonych w krótką autobiograficzną opowieść. Pisane zwięzłym stylem i podzielone na mikrorozdziały, z powodzeniem dają się czytać we fragmentach, rozbudzając umysł w doskonałym duecie z rozlewającą się po krwiobiegu kofeiną. Historie o ojcu, który zwykł rozmawiać, a nawet kłócić się sam ze sobą, przemawiając przy tym dwoma różnymi głosami czy o wyobraźni obrazowej samego autora (dającej się chyba zdiagnozować jako zaawansowana synestezja), opowiadane zupełnie tak, jakby nie było to wcale niepokojące, rozbrajają odbiorcę!

Największą wartością ostatniej na mojej liście książki do kawy pozostaje bezpośredni wgląd w fenomenalny umysł Tesli, wsłuchiwanie się w jego własne słowa. Pozwala poznać genezę wspaniałych wynalazków serbskiego naukowca i przeniknąć jego niezwykłe niezrealizowane wizje (takie jak projektor ukazujący obrazy tworzone w ludzkiej świadomości). Przede wszystkim jednak udowadnia, iż był to nie tylko człowiek wielkiego geniuszu, pracowitości i godnej podziwu determinacji, ale też znawca ludzkiej natury, przed ułomnością której pragnął nas wszystkich uchronić. Gdyby dożył tych czasów, zapłakałby gorzko nad spustoszeniem, jakiego dokonaliśmy w przyrodzie, nie zaprzestając korzystania z paliw kopalnianych.

 

A jakie książki do kawy to Wy polecilibyście mnie?

4 Comments

  1. Basia

    Zainteresowały mnie proponowane tu książki do kawy, na pewno po niektóre sięgnę, a może po wszystkie?Brawo za pomysł , zachętę do lektury utworów, które można smakować po kawałeczku, jak łakocie do kawy ( bądź herbaty), zwłaszcza gdy czas nas ciągle goni. Warto docenić też różnorodność formalną i tematyczną książek w przedstawionych powyżej recenzjach-każdy może znaleźć dla siebie jakieś delicje. Smacznego!

  2. Coco

    Książki do kawy? Hmm może po prostu wszystko o kawie – przepisy na kawowe specjały, poradniki poświęcone wypalaniu i samodzielnemu craftowemu parzeniu espresso?

  3. Esteta

    Ech, i muszę dopisać kolejne książki do listy 😉 ale skoro obiecujesz, że dobre do kawy… Tak, czas się niemiłosiernie skurczył, więc dobrze rozumiem te skrawki wyrywane codzienności, by przeczytać choć stronę 😉

  4. kawoszka_kokoszka

    tajemnice kawy – kto wie, na czym polegają! Ale nie ulega wątpliwości, że świetnie się przy niej czyta – ja do porannej kawki uwielbiam przeglądać poradniki motywacyjne :). Czuję wtedy jak wzbiera we mnie moc do działania, która zlewa się z tą energią z kofeiny 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *